Translate

wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział VI

-Słabość nie jest niczym złym.
-Nie znasz mnie! Nie jestem słaby!
-Ależ jesteś, właśnie to udowodniłeś.
-Po prostu nie chciałem cie zranić.
-Jesteś śmieszny.
-Han, uspokój się! - Krzyknął Lukas.
-Wypie**alaj z mojego życia!! - Wrzeszczał chłopak.
Alan podleciał do Han'a od tyłu i chwycił go za
skrzydła. Szybko je złożył a Aro złapał chłopaka
by nie spadł.
Wszyscy podlecieli pod dom Matki Han'a.
-Jak to zrobiłeś? - Spytał Han Alana.
-Co zrobiłem? -Zapytał mężczyzna.
-Złożyłeś mi skrzydła
-Jestem uczonym, medykiem i głową
tej osady.
-Przepraszam za wszystko. Uratujmy moją
mamę...
-Przykro mi … dziś to niemożliwe.
-Co?! Czemu!?
-Chcą cie … sprzeciwili się stwórcy.
-Przecież mówiliście, że to nie możliwe.
-Bo tak myśleliśmy... Jutro zaczniemy wędrówkę.
-Obiecujecie, że jutro?
-Tak, odpocznij.
Han poszedł na spacer.
-Mamo, obiecuje, że cię odnajdę
i uratuje!!
Han rozłożył skrzydła a niebo rozjaśniało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz